Fotografia i pokazy

W 2008 roku wspólnie ze Zbyszkiem i Piotrem dojeżdżaliśmy do Mandritsara. Mandritsara okazała się nie być jedną z „uciekających wiosek”, które w miarę przejeżdżanych kilometrów zdają się coraz bardziej oddalać. Zbliżaliśmy się do niej bez żadnych kłopotów, połykaliśmy wściekle kilometry, a im bardziej się do niej zbliżaliśmy, tym bardziej cieszyliśmy się na nowe spotkania z Malgaszami oraz na… jedzenie, które musieliśmy w trakcie jazdy przez góry mocno racjonować.

Trasa była tego dnia niezwykle urozmaicona, mieliśmy zapas czasu, który pozwalał na regularne zatrzymywanie się i fotografowanie. Uwielbiam złowieszczy klimat tego kadru. Nieco dalej od miejsca, gdzie zrobiłem to zdjęcie, warstwa pyłu była jeszcze grubsza! Za kołami rowerów i przyczepek unosiły się tam kurzawy niczym za samochodami terenowymi. Tam brakowało już jednak w kadrze tych chmur, które na tej fotografii świetnie kontrastują z laterytem.

Związana z tym zdjęciem ciekawostka… Malgasze nie muszą jeździć na groby. Gdy z jakiegoś powodu przeprowadzają się, zabierają szczątki zmarłych i przenoszą je ze sobą w nowe miejsce. Niezliczone są tu obrzędy ku czci zmarłych. Gdy szczątki przodka są transportowane, na przykład na rowerze, czy na dachu autobusu, zawsze są w osobliwy sposób przystrojone. Nieodłącznym elementem takiego konduktu jest flaga Madagaskaru.

Przed wyprawą konsultowaliśmy się ze znawcami tematu, czy na przyczepkę z bagażem można zatknąć malgaską flagę. Umieszczenie jej w formie trójkąta w sposób, jaki widać na zdjęciu, uznano jednoznacznie za bezpieczne. Nie dawało podejrzeń, że transportujemy kości zmarłych. Kości w posiadaniu białasa oznaczałyby, że jesteśmy złodziejami szczątków. Tak, Malgasze (prawie wszyscy!) wierzą w podania, że biali kradną z grobowców kości. Najlepsza proteza to nie ta sztuczna, ale zrobiona z kości Malgasza.

Każdy z misjonarzy, który zobaczył tą fotografię, natychmiast analizował, czy zatknięcie flagi na przyczepce było prawidłowe!

Comments are closed.