Malgasze

Oczywiście nie ma sensu, żeby temu panu do buszu wysyłać klapki albo cokolwiek innego. Na klapki powinien on móc sobie samemu zarobić. Są oczywiście tacy Malgasze, którzy nie odnajdują się w robocie. Niech żyją jak chcą, nikogo nie można uszczęśliwiać na siłę. Ale są też tacy, którzy są ambitni, ale często mimo ogromnych starań są od początku skazani na porażkę. Po prostu realia, w których żyją, są nie do przeskoczenia.

Zaobserwowałem wiele razy, że w niewyobrażalnych dziurach, w jakichś na wpół zdziczałych wioskach w buszu, człowiek spotyka takich, można powiedzieć, „Janków Muzykantów”. Są zdolni, mają niesamowity pęd do wiedzy, chęć nauczenia się czegokolwiek, czego można by się nauczyć, ale są ewidentnie skazani na porażkę. Jak na przykład pewien chłopak z Mahatsara, Fidy. W promieniu 15 kilometrów od Mahatsara nie ma nawet sklepiku z mydłem, a chłopak ma zeszyt w kratkę, w którym ma wszystko rozpisane w trzech kolorach! Na czerwono nagłówek, niżej coś na zielono, a na niebiesko tekst. Też coś ma w tym zeszycie powklejane, ale nie wiem co, bo to chyba jakaś fizyka albo chemia. Nie wiem w ogóle, skąd wytrzasnął takie strzępy o naukach ścisłych!

wioska Madagaskar plemię Betsimisaraka

Gdy przychodzę raz czy dwa razy w roku do wioski, to Fidy od razu mówi mi „cieść”, i zaraz przybiega z zeszytem, bo ma zapisane brakujące słownictwo typu: ryż z Madagaskaru, sarety (u nas nie ma sarety, ale można na to powiedzieć „wóz”). Następnym razem Fidy już pamięta, że sarety to „włus”. Chciał się też nauczyć piosenki. Wybrałem weselne „on jest temu winien”, bo melodia i słowa nie są karkołomne.

W Mahatsara człowiek za wiele się nie nauczy. Pomimo tego, że jest tu szkoła. Lekcje mogą tu się odbywać tylko przez około dwa tygodnie w miesiącu. Nauczyciel musi przecież jakoś dostać swoją pensję. Jak powszechnie wiadomo, pieniądze nie mają nóg. Zgadza się? Z tego powodu nie przyjdą one do nauczyciela. Nauczyciel nie ma też konta w mbanku, żeby mu ktoś mógł wpłacić jego pensję na konto.

Nauczyciel ma nogi, więc gdy przychodzi pora wypłaty, idzie do wioski gminnej po pieniądze. Może iść dzień, a może się zdarzyć, że będzie szedł trzy dni. Zależy jak ma daleko. Też zależy, czy jest akurat pora deszczowa, czy sucha. Dojdzie na miejsce, tam może się okazać, że pieniędzy jeszcze nie ma. Wtedy czeka. Mieszka u kogoś w chacie i wyjada mu ryż. Gdy przyjdzie wypłata to musi mu postawić rumu- samogonu. Wypiją rumu, zakąszą ryżem i nauczyciel wraca. Gdy już jest w wiosce, to dzieciaki widzą, że pan jest na miejscu i wtedy idą do szkoły.

Comments are closed.