Malgasze

Inna kwestia jest taka, że wiele przejawów pomocy niczemu za bardzo nie służy. Albo służy temu, żeby ktoś mógł żyć w przeświadczeniu, że chciał zbawić świat i prawie mu się to udało. Weźmy na przykład szpital postawiony przez Amerykanów w Ampatakamaroreny. Duża wioska, ładna okolica, ale diabeł mówi tu dobranoc. Na południe od tej wielkiej wsi nie ma nic oprócz bezludnych gór, na północy dzieje się więcej, zaczyna się w miarę gęsto zaludniony teren. Dwa, trzy dni marszu na północ od Ampatakamaroreny jeżdżą już samochody.

szpital MadagaskarNieczynny szpital w Ampatakamaroreny.

W pięknym szpitalu w Ampatakamaroreny od ośmiu lat nie ma lekarza. Lekarze bez granic? Na pewno nie rodzą się przez pączkowanie! Lekarz z Madagaskaru? Ma praktykę w mieście, nie po to został lekarzem, żeby zaszyć się w górach i leczyć, żyjąc niemal jak eremita. Lekarz z Europy? Z całym szacunkiem dla lekarskiej braci: myślę, że jeden na stu wytrzymałby tu psychicznie dłużej niż tydzień próbując leczyć choroby, na które nikt już w Europie nie choruje.

Musiałby znać co najmniej francuski i mieć ze sobą tłumacza, który będzie tłumaczył język malgaski. Musiałby uzyskać zgodę miejscowego ministerstwa na wykonywanie tutaj swojego zawodu. Musiałby też opracować system, jak doprowadzić do tego, żeby chory brał pigułkę co osiem godzin. Powtarzam: co osiem godzin! Co to w ogóle za jednostka miary dla Malgasza: osiem godzin? Dzień dzieli się na dwa: rano śniadanie, wieczorem kolacja. Na dwa można podzielić, ale jak podzielić dzień na trzy?

Comments are closed.