Nastawienie miejscowych do nas, do obcych, do przybyszów, do turystów.

Madagaskar nie jest masowo odwiedzanym krajem. Można śmiało powiedzieć, że to jedno z najbardziej odizolowanych miejsc na świecie. Wyraz turysta zna jedynie garstka mieszkańców Czerwonej Wyspy.

Podczas ostatniej wyprawy, tak jak podczas wcześniejszych wyjazdów na Madagaskar spotykaliśmy się z czystą, ludzką ciekawością miejscowych, w pierwszych chwilach często z niepewnością. Tam, gdzie spotykaliśmy ludzi, biali nie docierają. Logiczne jest więc, że nikt nie zna takich słów jak turystyka czy turysta. Nie istnieje tu w słownictwie pojęcie przemieszczania się, podróżowania, w celu uzyskania ogólnego zadowolenia, ani też podróżowanie jako odpowiednik odpoczynku! Dla tych ludzi podróżowanie, branie na siebie trudów i kosztów podróży, musi mieć jakiś ważny, konkretny powód. W takich miejscach na przybysza nie mówi się turysta, lecz vahiny, czyli gość.

W rozmowie o podróżowaniu warto się na Madagaskarze posługiwać słowem programa. Po naszemu nie będzie to program, ale „misja”. Wchodzimy do obcej wioski, logujemy się w chacie starszyzny albo innego autorytetu. Nie mamy nic przeciwko temu, aby dobrać się miejscowym do ich ryżu, aby gdzieś spać, aby z kimś pogadać. No to do dzieła!

wioska Madagaskar

Jak wytłumaczyć tym ludziom, dlaczego robimy to, co robimy? A wytłumaczyć musimy! Oni mają do zaoferowania gościnę. Także schronienie w wiosce, co docenia każdy Malgasz, człowiek ostrożny i niezadzierający z duchami przodków i diabli wiedzą czym jeszcze. Ktoś, kto oferuje gościnę w najlepszej chacie we wsi ma prawo wiedzieć, z kim ma do czynienia.

This entry was posted in Temat rzeka. Bookmark the permalink.

Comments are closed.