Niebezpieczeństwa na trasie wyprawy

Aby odpowiedzieć na to pytanie należy wspomnieć o kilku założeniach wyprawy.

Pomimo różnego charakteru poszczególnych etapów (trekking, spływ tradycyjną dłubanką, zjazd na linach, spływ tratwą) nie będziemy korzystać z pomocy z zewnątrz ani z usług miejscowych (na przykład tragarzy czy przewodników). Nie będziemy korzystać także z tak zwanych przepaków. Nasza znajomość Madagaskaru, zarówno samego kraju jak i jego specyficznych realiów, pozwoliłaby na umieszczenie na którymś z punktów trasy ekwipunku potrzebnego do kontynuowania wyprawy. Tego typu ułatwienie nie wchodzi absolutnie w grę. Nie ze względu na potężne koszty takiej „przepakowej operacji”, ale ze względu na to, że chcemy ujarzmić rzekę Antanambalana w równej walce.

Wyprawa wiedzie przez tereny, na których nie działają żadne „służby”. Służby to złe słowo. Są to tereny bez dróg, bez opieki lekarskiej, bez policji, bez wojska, bez telefonu. Tu miejscowi muszą polegać na własnym rozumie. Ludzie pytają często, co się dzieje, gdy ktoś tu zachoruje? Odpowiedź jest taka jak realia: albo wyzdrowieje, albo umrze. Co się dzieje, gdy wioska jest zagrożona? Wówczas kilka osób gwiżdże w gwizdki. W zależności od zamożności mieszkańców są to gwizdki chińskie plastikowe, bądź tradycyjne, zrobione z muszli.

Na dźwięk gwizdka bez względu na porę dnia i nocy wszyscy mężczyźni wybiegają z chat. Stawiają się pod wbitym w ziemię palem, pod tym samym, przy którym odbywają się wszelkie uroczystości. Od tej chwili są pod wodzą króla wioski i mają zapewnić wiosce bezpieczeństwo, na przykład schwytać złodzieja bydła. Mało komu było dane zobaczyć taką mobilizację. Zapewniam, że robi ona piorunujące wrażenie, a miejscowi potrafią być bardzo skuteczni w działaniu. Wspomnę choćby o ich doskonałej umiejętności śledzenia śladów na ziemi. No i szybko biegają…

Arkady Fiedler MadagaskarFotografia ze zbiorów Muzeum i Pracowni Literackiej Arkadego Fiedlera w Puszczykowie

This entry was posted in Temat rzeka. Bookmark the permalink.

Comments are closed.